Kategorie

Wadi Lahami – Dziewiczy Egipt

15

Listopad 2017

Kolejny Nasz wyjazd był nadzwyczaj wyjątkowy, ponieważ nie spodziewaliśmy się tego, co zastaliśmy. W kwestii przypomnienia, Nasza pierwsza wyprawa była do Egiptu, a dokładniej do Dahab. Ponieważ dawno nie odwiedzaliśmy tego pustynnego kraju to oczywistym wyborem następnego wyjazdu był Egipt. Osobiście byłam w Egipcie mnóstwo razy, a nawet mieszkałam w tym kraju przez wiele lat, mimo to zaskoczył mnie tak jak nigdy wcześniej. Obecnie większość państw nie lata do Egiptu z przyczyn politycznych, ale jest to głównie nagonka mediów, uwierzcie. Pierwszą oznaką zmian jest puste lotnisko i półki sklepu bezcłowego, niegdyś zapełnione towarami. Drugim objawem zmian był widok miasteczka Marsa Alam, które w połowie było opustoszałe. Zobaczyłam tony kurzu na półkach sklepowych, a ceny dla turysty jak w sklepach na Manhattanie. Brak uśmiechu na ludzkich twarzach najbardziej mnie zaniepokoił. Zawsze Egipcjanie kojarzyli mi się z uśmiechniętymi buziami mimo represji, biedy i tego, co się wokół dzieje, a tu lekki smutek i jakiś dziwny rodzaj osamotnienia. Egipt kojarzy się nam z tętniącym życiem bazarem w barwach tęczy, turystyką w pojęciu światowym oraz zapachami orientu. Aktualnie jest to tylko wspomnienie pyłu przypraw, zapachów kadzidła i perfum pustyni, ponieważ całość jest pokryta kurzem byłych konfliktów. Wadi Lahami to miejsce, które wybraliśmy w tym roku na naszą wyprawę nad Morze Czerwone. Oddalone około 180 km od lotniska w Marsa Alami położone nad samym brzegiem morza. Otoczone majestatyczną oazą pełną roślinności, dość nietypowej jak na piaskowy Egipt. Kilka białych beduińskich willi, rzędy namiotów z płótna żeglarskiego oraz budynek główny, gdzie mieści się centrum nurkowe i restauracja. A dokoła pustynia i długa, piaszczysta plaża ciągnąca się aż do hotelu oddalonego o kilka kilometrów. Jednak zanim odkryłam takie piękne widoki, tuż po wyjściu z samochodu przywitał nas dla odmiany uśmiechnięty od ucha do ucha manager Red Sea Diving Safari. Po zakwaterowaniu w namiocie królewskim, bo taki mieliśmy w pakiecie, przyszła pora na posiłek i omówienie planów nurkowych nazajutrz. Zanim dotrę do samych nurkowań, opowiem Wam jak to jest wejść do namiotu zamiast do typowego, egipskiego pokoju hotelowego. Nie ma przed wejściem basenów i barów, ale za to są drewniano-wiklinowe fotele i stolik z widokiem na morze, które jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. W zależności od wyboru opcji cenowej w namiocie są dwa lub jedno duże łóżko, stolik i duże pufy, lodówka i wiatrak oraz półki na ubrania. Nie ma toalety ale kawałek dalej w głównym budynku jest wszystko, co trzeba, czyste i zadbane, przede wszystkim jest cisza i spokój. Dla żądnych wrażeń tuż obok jest szkoła kitesurfingu oraz bardzo przytulny bar z leżakami zamiast stolików i krzeseł, choć i takie się znajdą. Można usiąść przy barze i posłuchać dobrej muzyki oraz bardzo ciekawych opowieści Ross'a, który, okazało się całkiem przypadkiem, jest założycielem campu i odkrywcą większości miejsc nurkowych. Ale na szczegóły owych informacji zapraszam na wyjazd. Niemniej jednak wspomnę, że Ross jest Australijczykiem i kocha Egipt :), kto by pomyślał. Wracając do nurkowania, tak to było wyzwanie być o 6.30 na śniadaniu i o 7 gotowym do wypłynięcia, jednak wiedząc, co nas czeka, aż się paliliśmy do wody. Plan nurkowy codziennie wyglądał tak samo, czyli o godzinach 7-ma, 10.30, 14-ta, były nurkowania w dzień i o 17-tej płynęliśmy na nocne. Można pomyśleć, że non stop człowiek w wodzie ale uwierzcie mi, ciężko było z niej wychodzić. Po pierwsze widoki, które onieśmielą nawet najbardziej wybrednych nurków, a po drugie temperatura wody 28 stopni, idealna dla zmarzluchów. Mimo krótkiej przerwy powierzchniowej pianki były prawie suche, ponieważ tam, gdzie wisiały zawsze powiewał wiatr a przedzierające się słońce pomiędzy listwami zadaszenia, dopełniło dzieła. Bardzo długo się zastanawiałam jak opisać to, co zobaczyłam pod wodą i opowiedzieć, jaki to miało na mnie wpływ. Po wielu przegadanych godzinach z ekipą wyjazdu nadal jestem uboga w słownictwo, którego powinnam użyć, aby każdy, kto przeczyta o naszym wyjeździe, mógł choć trochę sobie to wyobrazić. Nie bez powodu nazywają to miejsce dziewiczym Egiptem, ponieważ rafy koralowe są praktycznie w nienaruszonym stanie, a ich różnorodność tworzy swoistego rodzaju pasmo wielokolorowych, górskich łąk. Jakby człowiek pływał w kanionach porośniętych tysiącami różnobarwnych kwiatów, krzewów, traw i drzew w akompaniamencie miliona kolorowych ryb płynących w rytm muzyki, którą wygrywają prądy morskie. Patrząc na poszczególne rafy, przyglądając się im z bliska, dostrzegamy niesamowite podobieństwo do roślinności na powierzchni. A ta zależność otwiera naszą wyobraźnię i pozwala w ogromnym spektrum zrozumieć jak wszystko ze sobą współgra, a my jesteśmy tego częścią. Pewnego razu mieliśmy okazję popływać z delfinami. Tak, wiem, że kojarzy się to z masą turystów pływających z fajkami i straszących ssaki. Tym razem było inaczej. Zobaczcie na zdjęciach, jak swobodnie czuły się te ikony wolności w naszym towarzystwie. A te rafy były tuż obok, co tworzyło te dwa nurkowania najbardziej spektakularnymi ze wszystkich. Zawsze powtarzam wszystkim moim kursantom i współtowarzyszom wypraw, że najpiękniejsze nurkowanie nocne to tylko w Egipcie. Tym razem też miałam rację i sama nurkowałam codziennie, aby móc podziwiać to, czego słońce nam nigdy nie pokaże, a mrok ujawni z chęcią. Nie każdy ma możliwość zajrzenia hiszpańskiej tancerce pod spódnicę, w nocy, podczas jej najwspanialszego występu wieczoru. Gdzie wyłaniający się z mroku żółw niczym bodyguard, penetruje okolice swą majestatycznością, jakby sprawdzał czy nikomu nie dzieje się krzywda. Nocne ukwiały jak chorągwie na wietrze, są zawsze tam, gdzie jest akcja mimo wciąż czuwających krewetek, których oczy nie przestają świecić w ciemnościach. Będąc pod wodą, w tym czasie masz wrażenie jak byś był nocą w Las Vegas, a największą wygraną są wspomnienia, które na zawsze pozostaną w twoim sercu. Była to jedna z najpiękniejszych wizyt w Egipcie, w jakich miałam przyjemność brać udział. Pierwszym powodem byli wspaniali ludzie, którzy dzielnie mi towarzyszą podczas wielu wyjazdów. Kolejnym powodem było miejsce, które odkryłam dzięki mojej wspaniałej koleżance Wioli, której bardzo dziękuję i mam nadzieję, że kiedyś wspólnie będziemy się cieszyć tą oazą oderwania od rzeczywistości. Ross, thank you so much for your lovely stories and time which I could spend with you. Hope to see and hug u again. Autor większości zdjęć podwodnych Francisco Del Castillo López