Kategorie

Sprzątanie Mulicznego cz. II

10

Wrzesień 2017

Podczas majowego sprzątania jeziora Mulicznego, dyrektor Wigierskiego Parku Narodowego poprosił nas o spenetrowanie i posprzątanie tej części jeziora, na którym znajdował się kiedyś ośrodek wypoczynkowy. Wczoraj, w skromnym 5-osobowym składzie, spotkaliśmy się nad brzegiem Mulicznego. Ponieważ dojście do linii brzegowej w miejscu sprzątania jest dość utrudnione, potrzebowaliśmy bardziej skomplikowanego planu logistycznego. Do transportu części sprzętu nurkowego wykorzystaliśmy kanu Huberta. Lodka ma swoje ograniczenia wypornościowe a sprzęt trochę wazy, wiec Hubert z Miloszem pływali dwa razy z miejsca poprzedniego wejścia na obecne. Reszta naszej ekipy, czyli Łukasz, Emil i Jacek poszła brzegiem jeziora. Każdy z nas przygotował się na swój sposób, a chodzi tu o odpowiednie obuwie do tego typu eskapady. Dojście do miejsca nurkowania wymagało przedostania się przez mokradła. Jedni pokonywali je w jedynym słusznym obuwiu nurkowym, czyli w Crocsach, inni w obuwiu, które nie przepuszcza wody, a Emil zaskoczył wszystkich i szedł boso. Po dotarciu na miejsce zbiorki szybko się ubraliśmy i weszliśmy do wody przy pomoście, a raczej tego, co z niego zostało. Pod wodą zaskoczenie, widoczności około 4 metrów i prawie brak śmieci. Podzieleni na 2 zespoły dość szybko pozbieraliśmy wszystkie nieczystości, jednak nasza drużyna nie miała zamiaru skończyć tak pięknie rozpoczętej akcji. Postanowiliśmy płynąć do miejsca, w którym zawsze nurkujemy i gdzie zostawiliśmy samochody, a w tym czasie Miłosz asekurował nas z łodzi. Jezioro pokazało swoje inne oblicze niż dotychczas i zaskoczyło nas po raz kolejny. Dno jest z reguły muliste a tu niespodzianka, w niektórych miejscach są spore płaszczyzny pokryte dużą ilością kamieni, trochę przypomina to dno Hańczy. Po drodze spotkaliśmy kilka raków oraz stada małych okoni. Aż tu nagle zaczynają się pojawiać śmieci, czyli słoiki oraz butelki. Było ich sporo, wiec co chwilę musiał do nas podpływać Miłosz, abyśmy mogli opróżnić siatki. Po ponad 60 minutach dotarliśmy do brzegu, gdzie czekali na nas pracownicy parku z wielkimi workami. Tym razem udało nam się zebrać prawie 3 worki śmieci, jedynym pocieszeniem jest fakt, że są to tylko pozostałości z czasów PRL-u, współczesnych śmieci brak. To chyba świadczy o tym, że mentalność ludzi powoli się zmienia to, że wrzucimy coś do wody, nie oznacza, że tego nie widać. Nadal będziemy współpracować z władzami WPN i sprzątać jeziora tego przepięknego parku.