Lot za ocean, duża ekipa i nowi ludzie, ale przede wszystkim wielkie emocje przed nieznanym i nowym doświadczeniem nurkowym. Takie przekonanie towarzyszyło wielu z nas podczas przygotowań do podróży, która rozpoczynała się 9 lutego na lotnisku w Warszawie.

Przeświadczenie o wyprawie w nieznane jest swojego rodzaju ekscytacją, dreszczem nieokreślonych emocji i nieodgadnionych myśli. W głowie kłębi się mnóstwo pytań, niejasności, na które nie znasz odpowiedzi, jednak mimo wszystko szukasz ich, zadając pytania organizatorom. Na początek długi lot, bo aż 12 h, na szczęście bezpośredni. Już na początku wiele pytań odpada, a towarzysze podróży ułatwiają spędzenie tego czasu w miłej atmosferze. Samolot ląduje, transfer do hotelu już czeka, a ekipa zbiera się na wyznaczonym miejscu. Po niedługim czasie meldujesz się w hotelu, pokoje bardzo zadowalające, co uspokaja, bo przecież wiele rozmyślałeś na ten temat. Mija kilka chwil adaptacji do miejsca i czasu, pierwszy wspólny posiłek, który na zawsze pozostanie w pamięci twojego podniebienia. Integracja okazała się idealnym pomysłem, a ludzie, z którymi dzielisz wyjazd, spełnili twoje oczekiwania. Pozostaje najważniejsze i ciągle dręczące pytanie, które nie opuszcza Cię nawet na chwilę, jak będzie wyglądało moje pierwsze nurkowanie w cenotach? Nadszedł pierwszy dzień nurkowy, spotkanie w lokalnej bazie wywołało jeszcze więcej pytań, które tylko wtedy zamienią się w odpowiedzi, jak zanurzysz się do jaskini. Nareszcie jesteś na miejscu, pierwszy cenot i zachwyt, tym jak wygląda okolica, jak bardzo jest przejrzysta woda i jak cudownie jest pod nią. Dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, że to była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłeś w ostatnim czasie.

Opisanie Meksyku w jednym artykule jest niewykonalne, a opowiedzenie o wszystkich doznaniach, jakie człowiek przeżywa, będąc tam pierwszy raz, jest mało prawdopodobne. Dlaczego? Ponieważ Meksyk ma miliony barw, które się zmieniają o każdej porze dnia i nocy, są inne w różnych miejscach i mienią się odcieniami każdego mieszkańca.
Nasz hotel znajdował się na słynnej 5 alei. Czyli tam, gdzie jest najwięcej sklepów, restauracji i klubów. Tu ilość kolorów otoczenia i muzyki była powalająca, a bliskość najpiękniejszego ich połączenia, czyli piasku i morza była na wyciągnięcie ręki. Sam hotel otaczały monumentalne palmy kokosowe i wielobarwne kwiaty. Na głównej ulicy aż roiło się od przepychu ognistej czerwieni, namiętnej purpury owianych błękitną nadzieją i żółcią słońca. Restauracje przywoływały swoimi zapachami i różnorodnością oferowanych potraw. W eterze unosiła się gorąca, meksykańska muzyka, która wyrywała serce z piersi a nogi do tańca. Jednym słowem niepowtarzalny ogrom samych pozytywnych doznań.

Naszym celem nie było tylko poznawanie kultury tubylczej społeczności owianej płaszczem barw i smaków, ale przede wszystkim nurkowanie w cenotach. Mogłabym się rozpisać na temat każdego z nich z osobna, jednak takie informacje przeczytacie na łamach każdego przewodnika, ba nawet z dodatkiem mnóstwa historii. Nasza podróż w głąb cenot była dla każdego z osobna totalnie innym doświadczeniem. A zaczęło się ono od pierwszej odprawy w centrum nurkowym. Dowiedzieliśmy się, że nurkowanie w cavernach jest bardzo odmienne od tego, które znamy. Tu nurkujemy w rządku, czyli jeden za drugim w grupie nie większej niż 4 nurków za przewodnikiem. Bardzo ważnym aspektem jest dobra pływalność, aby nie zniszczyć tak cennych i pięknych dziedzictw natury. Zawsze musimy mieć latarki, które są włączone od samego początku. Pływamy bardzo wolno i komunikujemy się między sobą przy użyciu światła w sposób wcześniej omówiony. I ostatnia zasada związana z zapasem powietrza, czyli zasada 1/3. Nie czekamy jak w nurkowaniu w przestrzeniach otwartych do 100 BAR tylko zaraz po zużyciu 1/3 dajemy znak i wtedy przewodnik zaczyna wracać. Jest to podyktowane przede wszystkim zachowaniem bezpieczeństwa.

Oczywiście zasady stosujemy zawsze, jednak wchodzimy do cenot, bo są piękne, tajemnicze i przyciągają swoją mistycznością. Niepowtarzalna gra świateł, wręcz pojedyncze promienie wpadającego słońca przez małe szczeliny. Monumentalne korzenie drzew i palm pijące wodę głęboko ukrytą w ziemi oraz konary zwisające ze skał. Te widoki sprawiają, że człowiek czuje się jakby był na planie filmu since fiction i nagle przed oczami pojawiają się jedne z najpiękniejszych zjawisk przyrody, czyli stalaktyty, stalagmity i stalagnaty. Ich panteoniczność potrafi przytłumić cały widoczny krajobraz, przez co wydają się jeszcze bardziej majestatyczne.

Do większości cenot trzeba dojechać dość głęboko w gesty las zamieszkały przez wiele dzikich zwierząt przeważnie przez iguany, które często odwiedzały nurków. Otaczający cenoty krajobraz jest jakby preludium do tego, co znajduje się pod nim. Formacje roślinności i gleby mają swoje odzwierciedlenie w ścianach cenot, które pod wpływem czasu poruszają się w wiele różnych kierunków. Ma to efekt na roślinność i ukształtowanie terenu, który w większości jest własnością prywatną. Dlatego przy każdym cenocie jest przystosowane zaplecze na potrzeby turystów nurkujących. Cała infrastruktura wokół jest bardzo przyjazna dla ludzi chcących obejrzeć te wspaniałe miejsca. Można tam skorzystać z toalet, sklepów z pamiątkami i napojami, a to wszystko przy zachowaniu zgodności z naturą.

Mieliśmy przyjemność być w 7 różnych cenotach i każdy z nich był piękniejszy od następnego. Jedne były prawie otwarte, pełne światła, ryb i roślinności. Inne otwierały rąbek tajemnicy w postaci małych okien na promienie słoneczne, a jeszcze inne były dostępne tylko dla światła latarek. Przed każdym wejściem pod wodę serce robiło kilka szybszych ruchów, a poziom adrenaliny wskakiwał o kilka szczebli wyżej. Pierwsze zanurzenie głowy, szeroko otwarte oczy ze zdumienia, reakcja źrenic bezcenna i jeszcze szybsze uniesienie głowy, aby jak najprędzej podzielić się tym niepowtarzalnym wrażeniem i widokiem. Woda czysta jak łza, widoczność do ostatniego promienia latarki i poczucie, że jest się takim małym we wszechświecie powoduje chęć wejścia tam jeszcze i jeszcze raz.
Jukatan słynie z cenotów, jak i z zabytków Majów. W wolne popołudnia udało się odwiedzić takie miejsca jak TulumCobe i słynną ChiChen – Itza. Kolejna fala doznań obejmujących duszę na wieki stanowi tylko o tym, że jest to kraj godny polecenia i koniecznego powrotu. Dotykając murów mających swoją świetność w X wieku naszej ery, można poczuć na skórze przepływy elektrycznej energii. Nic tak nie odzwierciedli widoku owych pomników historii, jak bycie tam i doświadczenie tego, co my.

Mimo dość ścisłego grafiku podczas pobytu w krainie Majów, udało się spędzić kilka chwil na przepięknej plaży w Playa del Carmen. Nie jej wielkość ani wspaniały zapach morza był istotny jednak jej dotyk i kolejne przez to doznanie. Stawiając stopę na piasku miało się uczucie dotyku mąki, jakby delikatna bryza puchatych pierzy masowała stopy ciepłem i miłością. Chęć położenia się na tej magicznej poduszce była silniejsza od konsekwencji czyszczenia się z miliona maleńkich ziarenek piasku.

Był to jeden z niesamowitych w doznania wyjazdów, jakie organizowaliśmy i powiem szczerze, że nie mogę się doczekać następnego razu. Polecam Jukatan w Meksyku każdemu, kto ceni dobrą kuchnię, barwne i muzycznie piękne okolice zalane przyjaznymi ludźmi oraz krystalicznie czystą wodę w majestatycznych cenotach. Dziękuję wszystkim uczestnikom wyjazdu za wspaniale spędzony czas i świetną atmosferę. Do zobaczenia na następnej wyprawie.