Kategorie

Lazurowa wyspa Brac

15

Wrzesień 2017

Zapach morza, gajów oliwnych, rozmarynu i lawendy oraz dojrzałych fig na drzewach, to co pozostało po rodzinnym wyjeździe nurkowym do Chorwacji. Jak tylko zamknę oczy, od razu widzę białe domki z czerwoną dachówką rozciągające się u brzegów morza, błękitne fale, czuję ciepłe kamienie pod stopami i smak owoców morza. Lazur otaczającej łódź wody, dno osypane białym piaskiem i przyprószone kamykami, zachwycające kraby, krewetki i jeżowce w kolorach tęczy. Wszystkie te doznania muszę zatrzymać do następnego wyjazdu, jednak za nim to zrobię, opowiem Wam, jak spędziliśmy ten magiczny czas. Podróż czekała nas długa, ale jej cel przysłaniał wszelkie niedogodności. I tak było, bo po dojechaniu do Chorwacji i ujrzeniu tych wszystkich widoków od razu pojawiły się w nas nowe siły, a witalność powróciła. Długie na ponad 5 kilometrów tunele górskie, niekończące się pola winogron i oczywiście piękne błękitne niebo. Po kilku godzinach dotarliśmy do środkowej Dalmacji i pięknego starego miasta Split. Urokliwe, wąskie uliczki, stare kamienice i otaczające góry miasto robią wrażenie. Aby dostać się na wyspę, trzeba płynąć promem, to żadna nowość, ale z drugiej strony ciekawe doświadczenie. Wycieczka trwała około godziny, w środku można było skorzystać z baru i klimatyzacji, a na zewnątrz z morskiej bryzy i pięknych widoków. Dopiero port w Supetarze robi olbrzymie wrażenie, pokazując rąbek tajemniczości jaka okrywa wyspę Brac. Czarujące kawiarenki dookoła portu, małe kramiki lokalnych twórców biżuterii i pamiątek, zapach grillowanych owoców morza, a to wszystko owiane delikatną kurtyną lawendy i rozmarynu. Pierwszy dzień minął na zakwaterowaniu, czekaniu na resztę ekipy oraz odpoczywaniu na plaży. Relaks po długiej podróży okazał się zbawienny dla duszy i ciała, tym bardziej iż okazało się, że miejscowi są uśmiechnięci i najzwyczajniej na świecie mijając Cię na ulicy mówią dzień dobry :D. Niedziela była dniem spotkania wszystkich uczestników w bazie nurkowej Amber Dive Center u Jarka i Grażynki, gdzie dobrany był brakujący sprzęt i ustalony plan nurkowań na resztę tygodnia. Nasza królewska para prowadzi swoją bazę nurkową na wyspie Brać od ponad 20-tu lat i nadal są uśmiechnięci, towarzyscy i kochają swoich klientów i pracę.  Nasza ferajna liczyła sobie 25 osób, a w tym 11 dzieci, więc można sobie wyobrazić jak mieliśmy wesoło w pierwszy wieczorek integracyjny :D. Mnóstwo świateł, zapach morza i dźwięk łodzi w porcie, to co nam towarzyszyło podczas kolacji zapoznawczej. A że było nas sporo, to opowieści i anegdot z poprzednich wyjazdów nie brakowało. Pierwsze dwa dni byliśmy podzieleni z powodu kursów, więc część drużyny z Łukaszem zostawała na plaży, a reszta płynęła łodzią w morze. Nie będę się rozpisywać, jak pięknie było pod wodą, bo żeby choć trochę móc sobie to z wizualizować, trzeba tam być. Olbrzymie formacje skalne, ściany rafy spadające w otchłań, tańczące ośmiornice wokół kamieni i ta wieka przestrzeń kojarząca się z wolnością. Tak wyglądał pierwszy dzień pod wodą, a każdy kolejny był coraz piękniejszy i bardziej spektakularny. W całej tej okrasie błękitu nie zapominajmy o najmłodszych nurkach naszego wyjazdu. Codziennie dzielnie nurkowali, zdobywając nowe wiadomości i doświadczenia, ale przede wszystkim świetnie się bawiąc. Nie wszystkie dzieci miały uprawnienia nurkowe, ale każde z nich spróbowało nurkowania na tym wyjeździe. Mieliśmy szczęście, że tak wspaniałe dzieciaki z nami po raz pierwszy schodziły pod wodę, a możliwość zobaczenia ich reakcji po wyjściu-bezcenne. Wieczorami spotykaliśmy się, aby opowiedzieć o własnych przeżyciach i warzeniach, delektując się przy tym smakami oferowanymi przez naturę chorwackiej ziemi. Każda z rodzin miała swój czas wolny, aby dzieci mogły się wyszaleć na plaży i w wodzie. Można było podróżować po wyspie i zwiedzać okoliczne zabytki oraz dziewicze miejsca natury. Pewnego wieczoru wszyscy wybraliśmy się na wspólną kolację do starej owczarni w Gażul, która mieści się 600 m n.p.m. Magiczne miejsce otoczone kamiennymi murkami, starymi budynkami byłej owczarni i maszynami rolniczymi z dawnych lat. Jak tylko przekraczało się „próg” posesji, było czuć, jakby czas stanął w miejscu, czyli jakieś 200 lat temu. Ugoszczeni zostaliśmy wybornym jedzeniem oraz napitkami. Na przystawkę podano misy szynki wędzonej oraz sery owcze, a to wszystko zakrapiane przepyszną oliwą robiona na miejscu. Jednak nic nie jest w stanie przebić dania głównego, a mianowicie Peki. Tak się nazywa żeliwne naczynie, które wypełnia się różnego rodzaju mięsem i warzywami, przykrywa pokrywą i zakłada na nią obręcz. To wszystko zasypuje się żarem i piecze przez 2 - 3 godziny. Sekretem pyszności owego regionalnego dania jest sos, jaki powstaje podczas pieczenia. Peke robi się tez z ośmiornicy i ta wersja jest specjałem Chorwatów. Oczywiście nie mogło zabraknąć trunków z miejscowej piwniczki oraz słodkich przekąsek w postaci suszonych fig. Przed południa spędzaliśmy na nurkowaniach bądź na zwiedzaniu wyspy, a popołudnia były przeznaczone na relaks i przyjmowanie witaminy D. Codziennie wypływaliśmy w inne miejsca, które zaskakiwały nas swoim pięknem, tajemniczością i ogromną przestrzenią. Wokół wyspy znajduje się wiele niezwykłych miejsc nurkowych, jednak jest takie jedno miejsce, które przyciąga nurków z całego świata. Kto kiedyś odwiedził wyspę, to zna słynną jaskinię o dwóch wejściach, stalaktytach i ławicach ryb w środku. Uczucie, jakie mnie ogarnęło, gdy podpłynęłam do krawędzi, można porównać do imprezy niespodzianki, ciemno i cicho aż tu nagle-fajerwerki. Pojawia się ogromna przestrzeń z kosmicznymi formacjami ściennymi, a pływające w koło ławice oraz stożkowe dno, stwarza wrażenie fatamorgany. Jak można zakończyć wspaniały tydzień nurkowy? Oczywiście nurkowaniem nocnym wypływając na środek kanału łączącego wyspę Brac ze Splitem. Samo wypłynięcie w morze wieczorem jest spektakularne, kiedy po obu stronach horyzontu widzisz setki migających świateł, unoszącą się smugę ciepła nad taflą wody oraz lekką bryzę otulającą ciało. Czy można chcieć czegoś więcej? Tak, jak najbardziej-polujące ośmiornice pod wodą. Teatr pantomimy gdzie w rolach głównych występują bezkręgowce. Pływanie w rybach, a nie z rybami, ponieważ ich ilość przekraczała nasze wyobrażenie. Padające światło księżyca oświetlało podwodny świat do tego stopnia, że jeden z nurków wyłączył latarkę. Mimo starań, jakie poczyniłam, aby wam to wszystko zobrazować, trzeba w Chorwacji zanurkować w nocy, by doświadczyć, jak pięknie i magicznie może być pod wodą po zmroku. Ostatnie dwa dni były gorące i leniwe, co tylko wzmocniło przekonanie, że można, a wręcz trzeba robić nic. Pluskanie się w morzu, skoki do wody nawet przez najmłodszych, bieganie po plaży i liczenie muszelek oraz zwykłe leniuchowanie na leżakach spowodowało, że cały wyjazd dopełnił się idealnie, a w ten ostatni dzień wspomnienia nabiorą mocy, bo będą musiały wystarczyć na dłużej. Pożegnalna kolacja też nie mogła być gdzie indziej jak na plaży i tam właśnie nasza trójka z Południa otrzymała licencje nurkowe. Witamy Was w tak zacnym gronie i pamiętajcie, że nie wolno Wam przestać nurkować. Bardzo dziękujemy całej naszej ekipie za fantastyczne towarzystwo, wspólne nurkowania i opowieści do białego chorwackiego rana. Przede wszystkim Grażynie i Jarkowi, którego doświadczenie, znajomość wyspy nad i pod wodą oraz jej historia jest nie oceniona, a opowieści przyciągające każdego słuchacza, niezapomniane i pozostaną w naszym duszach na zawsze.