Gdy zamknę oczy, od razu słyszę głos oceanu, jego moc i uspokajający śpiew. Patrząc na fale, wiem, że to jest moje miejsce na ziemi, dlatego wracam już po raz trzeci na południowe wybrzeże RPA.
Po dwu letniej przerwie zebrałam ekipę wspaniałych ludzi, którzy zaszczycili mnie swoim towarzystwem i postanowili odwiedzić tak bardzo ukochany kraj przeze mnie. Rozpoczęliśmy podróż z warszawskiego lotniska Chopina i po długim locie dotarliśmy do słonecznego Durbanu. Jeszcze tylko czekała nas godzina drogi busem wzdłuż morza, aby w końcu dotrzeć do upragnionego celu.
Po raz kolejny poczułam się jak w domu, serce jednak nie zawodzi, a przyjaciele czekali z otwartymi ramionami. Jak się domyślacie, przywitanie było pełne uścisków i radości. Co bardzo pozytywnie wpłynęło na moich klientów, którzy także poczuli tę więź i przyjacielską atmosferę.


Mimo dość długiej podróży, entuzjazm i siły nas nie opuściły więc zaraz po rozlokowaniu się w apartamentach, poszliśmy na plażę do restauracji. Tam przy akompaniamencie oceanu i pysznych afrykańskich smakołyków, omówiliśmy plan działania na cały pobyt. I tak rozpoczęła się nasza przygoda w Południowej Afryce.

Nurkowania w tym miejscu zaczynają się bardzo wcześnie z powodu kaprysów oceanu a przede wszystkim pływów i falowania. Procedura nurkowania na Protea Banks jest jedyna w swoim rodzaju i trzeba się dostosować, aby czerpać z tego same przyjemności. Cały sprzęt już złożony zostaje zapakowany na ponton, który stoi przed centrum nurkowym. Jest to jednostka mierząca ponad 12 metrów długości z twardym dnem. Na środku stawiane są butle ubrane w jackety i automaty, do specjalnej bakisty pakowany jest balast, a pomiędzy butle wkładane są płetwy z maskami. Nurkowie ubrani już w skafandry wsiadają na pick-up, czyli tutejsze baki, który równocześnie ciągnie lawetę z łodzią i jedzie na plażę. Miejscowy port małych łódek Shelly Beach to miejsce, gdzie wyruszamy na nurkowania.

Procedury są restryktywne ze względu na bezpieczeństwo i bardzo przestrzegane przez tutejsze centra nurkowe. Tak więc i my musieliśmy się podporządkować tym zasadom, które mówią jasno, że po wejściu na ponton przesuwamy się do przodu jednostki. Od razu zakładamy kamizelki ratunkowe, a stopy wkładamy w specjalnie do tego celu przygotowane pasy na dnie. Kierujemy głowy w kierunku płynięcia i trzymamy się mocno lin przymocowanych do pontonu. Ta ostatnia czynność ma olbrzymie znaczenie, ponieważ skipper wybierze moment najbardziej dogodny i bezpieczny do ostrego przyspieszenia i wypłynięcia. Zazwyczaj nie ostrzega przed przyspieszeniem i jeżeli zlekceważymy procedury, może się to skończyć bardzo nie przyjemnie. Pamiętajmy, że to jest ocean, a fale przy brzeżne potrafią mieć do 4 metrów wysokości.

Na naszym kanale youtube znajduje się film, który pokazuje całą procedurę wodowania pontonu i wyruszania w ocean.

Po 30 minutach jesteśmy na miejscu, a Sam, nasza DM, wskakuje do wody, aby sprawdzić, czy są rekiny. Po chwili wynurza głowę i woła z radością – There’s plenty of them, jump! I na 3 wszyscy skoczyliśmy do wody a tam 4 bull sharks, kilkanaście oceanic black tips i mnóstwo ryb. Wspaniałe nurkowanie, wręcz zapierające dech w piersiach. Pomyślicie, że to szaleństwo wskakiwać do wody pełnej rekinów, gdzie słyszy się dziwne historie o atakach owych ryb na ludzi. Nic bardziej mylnego a wręcz nieprawdziwego. To wspaniałe i dumne zwierzęta, które tak samo, jak my boją się nowego i innego. Tak jak większość z nas, zanim pomyślą, to mogą zaatakować, aby bronić się przed nieznanym i w ich wyobrażeniu niebezpiecznym. Tu było trochę inaczej, ponieważ rekiny są na swoim terenie, na którym ludzie nurkują od wielu lat. Czasami się zdarza, że spotykamy tego samego rekina na drugi dzień. Uwierzcie, że one nie są zainteresowane nami tylko całą otoczką dookoła. Boją się bąbli i hałasu, a zapach, jaki wydzielamy, nie jest dla nich atrakcyjny. Sumując, takie nurkowania są w pełni bezpieczne i poza wspaniałymi wrażeniami oraz mnóstwem filmów i zdjęć nic innego się nie wydarzy. 

Poza nęceniem rekinów w toni, gdzie odwiedziły nas pędzące z prędkością światła tuńczyki, wykonaliśmy także kilka nurkowań na południowej rafie Protea Banks, gdzie swoją obecnością zaszczyciły nas olbrzymie płaszczki, kilka rekinów młotów oraz duża ilość ryb. Takie nurkowania robi się tylko i wyłącznie w prądzie, czyli po wskoczeniu do wody od razu zanurzamy się i płyniemy w kierunku przewodnika. Zazwyczaj czeka on/ona na 5-7m aż wszyscy dołączą do grupy. Bardzo ważną kwestią jest trzymać się blisko przewodnika, ponieważ on trzyma kołowrotek przyczepiony do bojki, za którą podąża skipper. Cała grupa płynie z prądem i jeżeli ktoś się zgubi podczas nurkowania, a fale na powierzchni będą spore, to odnalezienie takiej osoby jest dość trudne. Żeby nie straszyć Was na samym początku, to powiem szczerze, że jeszcze się to nie zdarzyło, a nurkowania w tym rejonie trwają już ponad 20 lat.
Zdjęcia nigdy nie oddadzą tego, jak się człowiek czuje w towarzystwie tych majestatycznych ryb, ale mam nadzieję, że choć trochę nasze wspólne wysiłki przekażą wam ten urok.

Pamiętajmy, że Afryka to także wspaniałe jedzenie, pysze wino i olbrzymie przestrzenie w zapierających dech w piersiach widokach. Nie sposób przez krótką chwilę pokazać całego uroku Afryki, jednak mam nadzieję, że to, co udało mi się pokazać uczestnikom zapadnie im w pamięć na zawsze. Odwiedziliśmy takie miejsca jak farma krokodyli, gdzie skosztowaliśmy mięsa z owych zwierząt. Pojechaliśmy do rezerwatu przyrody Origi Gorge, gdzie wędrowaliśmy ponad 7 km do wodospadu w środku dżungli. Otaczające nas dźwięki wiatru, drzew, ptaków, szum rzeki, która w wielu miejscach lekko spadała po wyślizganych kamieniach, były jak balsam na umęczoną duszę. Droga była kręta i kamienista, raz pod górę, a raz przez rzekę jednak widok, jaki zastaliśmy u kresu wycieczki, był wart wysiłku.

W rezerwacie jest mnóstwo wspaniałych miejsc takich jak skała leoparda, wiszący most linowy, długa na 600 metrów tyrolka oraz wszechobecne dzikie zwierzęta. Dlatego wracaliśmy tam nie raz, żeby móc podziwiać uroki tego przepięknego miejsca. Z każdą wycieczką stawaliśmy się sobie coraz bliżsi, a przyjaźń silniejsza. Każdy dzień pełen wrażeni kończyliśmy w restauracji na wieczornym posiłku. Codziennie udawało się nam jeść w różnych miejscach, a różnorodność zamawianych potraw powodowała, że jak w dużej rodzinie każdy próbował dania przyjaciół. Opowieści o wrażeniach z całego dnia trwały do późnych godzin wieczornych, co spowodowało, iż więź między nami stawała się coraz silniejsza a przyjaźń rosła w siłę. Tak powstała Ekipa RPA, która nie raz będzie razem spędzać czas i odkrywać nowe miejsca nurkowe i nie tylko.

Piąty dzień pobytu w Shelly Beach był dniem, w którym wyjechaliśmy do oddalonego o 340 km rezerwatu przyrody Hluhluwe Imfolozi Park. Jest to rezerwat poświęcony ludziom z plemienia Zulu, którzy zginęli w przy jego budowie oraz w obronie dziedzictwa natury, jakim są zwierzęta i roślinność. Tam spędziliśmy jedną noc oraz popołudniowe safari jeepem w poszukiwaniu wielkiej piątki – Lew, Bawół, Leopard, Słoń i Nosorożec. Pogoda się troszkę zepsuła, ponieważ zaczęło padać, jednak nie przeszkadzało to małpom na igraszki po terenie hotelu, a nam dobrze się bawić. Udało się zobaczyć zebry, guźce, nosorożce, bawoły, springbok i lwice z małymi. Wieczorem, po kolacji miejscowi pracownicy urządzili świetny pokaz śpiewu i tańca w stylu plemienia Zulu. To była tak naprawdę ostatnia wspólna noc, ponieważ jeden z nas miał o kilka godzin wcześniej lot, co nie pozwalało mu na kolejną późną pogawędkę. Tym bardziej chcieliśmy jak najdłużej chłonąć zapachy dżungli, odgłosy nocnych zwierząt w tak zacnym towarzystwie.

Następnego dnia rano wyjechaliśmy do Durbanu z postojem w St. Lucia, gdzie czekał nas rejs po rzece pełnej krokodyli i hipopotamów. Zawsze, kiedy obserwuję zwierzęta w ich naturalnym środowisku, jestem zachwycona, jak bardzo przypominają nas, ludzi. Matki opiekują się dziećmi, ojcowie pilnują, aby wszyscy byli bezpieczni, dzieci szaleją i bawią się ze sobą. Nic innego tylko samo życie, ale chyba mniej trosk i zmartwień. Tak czy inaczej, obserwacja walczących o dominację samców hipopotamów, czy wylegujących się samic nie pozwalała oderwać od nich wzroku. W Durbanie byliśmy tuż przed zmrokiem, mimo to widać było, jaki jest piękny. Hotel mieliśmy przy samej plaży miejskiej, która rozciąga się kilometrami w obie strony. W ostatni dzień pogoda pozwoliła na spacer w promieniach słońca oraz na ostatnie moczenie nóg w oceanie. Niektórzy z nas tak pokochali to miejsce, że myśli o kupieniu tu domu nie opuszczały ich nawet na krok. Nic dziwnego skoro domy są tanie, ma się ocean pod nosem, a dwa do trzech dni w roku temperatura najniżej spada do 15 stopni. Wokół jest zielono a ludzie przyjaźni i pomocni, natomiast jedzenie jest przepyszne, tanie i zdrowe.

Afryka oferuje mnóstwo wspaniałych rzeczy, doznań i wrażeń a ja nie przestanę tam latać. Już niedługo trzy różne oferty w różnych porach roku, uwarunkowane występowaniem wielu różnych gatunków rekinów. Jeżeli chcecie poznać ten wspaniały kraj, to serdecznie zapraszam do śledzenia naszego vloga, kanału youtube oraz aktualności.

Chorwacja VIS 17-28.08.2019

Chorwacja VIS 17-28.08.2019

Wakacje trzeba planować już teraz i rozglądać się za ciepłym miejscem, gdzie można odpocząć, wygrzać się i przyjemnie spędzić czas z przyjaciółmi i rodziną. Zakochaliśmy się w cudownym miejscu, czyli Chorwacji. Tym razem po trzech latach corocznych wyjazdów do tego...

czytaj dalej
AFRICA IS NOT FOR SISSIES – SHARK WEEK

AFRICA IS NOT FOR SISSIES – SHARK WEEK

WSZYSTKIE MIEJSCA SPRZEDANE JagnaBlue zaprasza na wyprawę jedyną w swoim rodzaju do RPA, kraju olbrzymich przestrzeni, pysznego jedzenia, dużej ilości rekinów i zawsze uśmiechniętych ludzi. Początki RPA to dwie burskie republiki: Transwal i Orania. Burowie byli...

czytaj dalej
Majówka w DAHAB

Majówka w DAHAB

WSZYSTKIE MIEJSCA SPRZEDANE Serdecznie zapraszamy na kolejny, gorący weekend majowy w Dahab. Jak zwykle będzie świetna atmosfera, cudowna pogoda i bajkowe nurkowania 🙂 Samego Dahab nie muszę przedstawiać bo to miejsce trzeba zobaczyć, aby zrozumieć jego piękno i...

czytaj dalej
Pojąć Głębię w Turcji

Pojąć Głębię w Turcji

Projekt "Pojąć Głębię" przedstawialiśmy Wam już wcześniej, podczas prowadzenia warszawskiego projektu z osobami dotkniętymi niepełnosprawnością intelektualną we współpracy z "Klubokawiarnia Pożyteczna". W ramach przypomnienia napiszę, że jest to przedsięwzięcie,...

czytaj dalej
Meksyk – Jukatan doznań

Meksyk – Jukatan doznań

Lot za ocean, duża ekipa i nowi ludzie, ale przede wszystkim wielkie emocje przed nieznanym i nowym doświadczeniem nurkowym. Takie przekonanie towarzyszyło wielu z nas podczas przygotowań do podróży, która rozpoczynała się 9 lutego na lotnisku w...

czytaj dalej
Ach, co to był za rok?! 2017!

Ach, co to był za rok?! 2017!

Przygotowując się do Świąt Bożego Narodzenia oraz do celebrowania nadejścia nowego roku, nie możemy zapomnieć o starym, który żegnamy. Ach, co to był za rok?! Każdemu życzymy takiego zawirowania i emocji, jakich my doświadczyliśmy przez ostatnie 365 dni. Już pierwszy...

czytaj dalej
KAMIENIOŁOM W RUMMU – ESTONIA

KAMIENIOŁOM W RUMMU – ESTONIA

Rummu, miejsce tajemnicze i mało zbadane przez polaków. Sobota rano zapakowani w kampera ruszyliśmy w drogę. Mimo 670 km do celu trasa minęła nam w mgnieniu oka, bo tu się po prostu jedzie, a nie jak u nas, od wioski do wioski. Drogi równe a miejscami z widokami na...

czytaj dalej